Pracujesz z bliskimi? Oto jak nie zrujnować ani firmy, ani relacji

Czas czytania: 3 minuty

Na początku wszystko wygląda jak bajka

Prowadzenie firmy z kimś bliskim to jak mieszanie ognia z wodą – może być cudownie ciepło albo bardzo, bardzo parzyć. Na początku wszystko wydaje się idealne. Znacie się, ufacie sobie, możecie „gadać bez owijania w bawełnę”, a do tego przecież razem ciągniecie ten biznesowy wózek, więc kto z zewnątrz mógłby was lepiej zrozumieć? Problem w tym, że kiedy granica między pracą a domem się zaciera, szybko można wpaść w pułapkę, z której trudno się wyplątać. Bo jeśli pokłócicie się w pracy – atmosfera przy kolacji siada. A jeśli pokłócicie się w domu – cała firma to czuje. Znam ludzi, którzy mówią: „nigdy więcej wspólnego biznesu z partnerem”, i takich, którzy twierdzą, że to najlepsze, co im się przydarzyło. I wiesz co? Obie strony mają rację. Bo wszystko zależy od tego, jak to robicie. I czy potraficie rozdzielić emocje od decyzji.

Miłość to nie plan zarządzania – potrzebujesz zasad

Największy błąd, który popełniamy, pracując z bliskimi? Zakładamy, że skoro się kochamy, lubimy albo jesteśmy rodziną, to jakoś to będzie. Że nie trzeba nic ustalać, nie trzeba rozmawiać o zasadach, że wszystko wyjdzie w praniu. Tyle że w tym praniu najczęściej znikają dobre intencje. Bo kiedy nie ma jasnego podziału ról, odpowiedzialności i sposobu podejmowania decyzji – pojawia się frustracja. A z nią bardzo szybko do gry wchodzą stare, domowe schematy. Jeden się obraża, drugi się wycofuje, trzeci robi wszystko sam, żeby nie wybuchło. I nagle bardziej niż firmą zaczynacie zarządzać własnymi emocjami.

Wspólna firma działa tylko wtedy, gdy każdy ma głos

Praca z bliskimi to ogromny potencjał, ale tylko wtedy, gdy obie strony czują, że ich głos się liczy. Że mogą się nie zgadzać, że mogą powiedzieć: „to mi nie pasuje” bez obawy, że wieczorem dostaną za to ciche dni. Gdy relacja domowa staje się zasłoną dla trudnych tematów, które trzeba byłoby przepracować na poziomie firmowym, to ani ta relacja, ani firma nie są bezpieczne. Jedno zaczyna zjadać drugie.

Potrzebujecie dwóch umów: na papierze i w sercu

Dlatego jeśli prowadzisz firmę z mężem, siostrą, przyjacielem – potrzebujesz dwóch rzeczy: umowy i umowy. Pierwszej formalnej – spisanej, z określonym zakresem obowiązków, odpowiedzialności, udziałów, finansów, zasad podejmowania decyzji. I drugiej – niewidzialnej, ale nie mniej ważnej: umowy o komunikacji. Że rozmawiacie o tym, co trudne. Że nie zamiatacie spraw pod dywan. Że kiedy mówisz: „potrzebuję, żebyś mnie wysłuchał jako wspólnika, nie jako partnera”, druga strona to rozumie. I że macie prawo się nie zgadzać – bez karania się nawzajem obrażeniem, wypominaniem czy milczeniem.

Nie każda różnica zdań to osobisty atak

Warto też mieć jasność: nie każde słowo wypowiedziane w firmie musi mieć przełożenie na relację osobistą. Możesz być z kimś w duecie życiowym, a nie zgadzać się z jego pomysłem na kampanię reklamową. Możesz powiedzieć: „to moim zdaniem nie działa” i wciąż wieczorem przytulić się na kanapie. Problem zaczyna się wtedy, gdy każde „nie zgadzam się” odbierane jest jak osobista krytyka. Bo wtedy firma staje się emocjonalnym polem minowym.

Ciągle razem? To nie musi oznaczać ciągłego napięcia

Jest jeszcze jeden ważny aspekt: zmęczenie. Pracując z kimś bliskim, często jesteście razem 24/7. Praca, dom, dzieci, zakupy, tabelki, faktury, plany – i zero przestrzeni na oddech. Wtedy łatwo o przesyt, zniecierpliwienie, wypalenie. Dlatego kluczowe jest wprowadzenie rozdziału – nawet symbolicznego. Nie rozmawiamy o pracy po 20:00. W weekendy mamy zakaz słów „klient” i „oferta”. Albo: w czwartki spotkanie zarządu, choćbyśmy siedzieli przy tym samym stole od rana. Te rytuały, te granice – one ratują i firmę, i związek.

Zadbajcie o relację, nie tylko o firmę

Nie ma idealnego przepisu na pracę z bliskimi, bo każdy układ jest inny. Ale są zasady, które działają wszędzie tam, gdzie relacja ma przetrwać. Po pierwsze – oddzielenie roli prywatnej od zawodowej. Po drugie – gotowość do słuchania i niebrania wszystkiego do siebie. Po trzecie – umiejętność mówienia „stop”, zanim napięcie wejdzie na poziom, z którego już tylko krok do osobistej wojny. No i najważniejsze – dbanie o relację niezależnie od firmy. Bo jeśli budujecie tylko na wynikach, strategiach i listach zadań, to łatwo zapomnieć, po co w ogóle razem to wszystko zaczynaliście.

Można razem pracować i wciąż chcieć tej samej herbaty

Praca z bliskimi może być wspaniałym doświadczeniem. Może budować, wzmacniać, inspirować. Ale tylko wtedy, gdy jest oparta na szacunku, komunikacji i świadomym zarządzaniu emocjami. Inaczej zamiast wspólnego sukcesu, zostaniecie z firmą na papierze i pustką w relacji. A przecież chodzi o to, żeby dało się i razem zarabiać, i razem siąść wieczorem z herbatą. Bez poczucia, że coś zostało poświęcone.

Podobne wpisy