Kiedy szef (czyli ty) nie potrafi mówić o swoich granicach

Czas czytania: 3 minuty

Szef to nie tylko decyzyjność i władza – to też koszt emocjonalny

Bycie szefem to jedno z tych zajęć, które wszyscy sobie wyobrażają jako pełne decyzyjności, niezależności i władzy, ale rzadko kto mówi o tym, ile to kosztuje emocjonalnie. Bo kiedy zakładasz firmę, budujesz zespół albo po prostu bierzesz odpowiedzialność za jakiś obszar – to nikt cię nie ostrzega, że od tej pory granice będą testowane każdego dnia. I nie chodzi tylko o to, że ktoś przyjdzie pięć minut po czasie albo poprosi o kolejne przesunięcie deadline’u. Chodzi o to, że jeśli nie nauczysz się mówić, gdzie kończy się twoja dostępność, cierpliwość, czas i energia – to inni zbudują te granice za ciebie. Po swojemu. A ich wersja będzie najczęściej mocno przesunięta w stosunku do twoich potrzeb.

Mit elastycznego lidera, który nigdy nie mówi „dość”

Wielu właścicieli firm i menedżerów ma z tym ogromny problem. Bo przecież jesteś liderem, masz być dostępny, elastyczny, otwarty, wspierający. Masz rozumieć, kiedy ktoś ma gorszy dzień, przyjąć na siebie dodatkową odpowiedzialność, kiedy zespół nie wyrabia. Masz dawać przykład, a przecież „dobry szef się nie skarży”. I tak mija tydzień za tygodniem, w którym nie mówisz wprost, że nie chcesz odbierać telefonu o 21:30, że nie dasz rady pomóc z kolejnym projektem, że nie zgadzasz się na pewne zachowania czy nie akceptujesz danego tonu rozmowy. Zamiast tego liczysz na to, że inni się domyślą. Ale się nie domyślają. Bo dlaczego mieliby?

Kiedy nie mówisz wprost – inni testują twoją wytrzymałość

Brak jasno postawionych granic prowadzi nie tylko do frustracji, ale i do paradoksalnego osłabienia twojej pozycji. Ludzie zaczynają widzieć cię nie jako lidera, który wie, czego chce – ale jako osobę, która niby wszystko ogarnia, ale zawsze jest lekko zmęczona, lekko zirytowana, lekko nieobecna. I wtedy, bez słów, dajesz im sygnał: moje granice są ruchome. Można próbować je przesuwać. Zamiast respektu pojawia się „spróbujmy, może się zgodzi”. A ty, zamiast skupić się na rozwoju firmy, zarządzasz swoim własnym zmęczeniem i narastającym poczuciem, że wszyscy czegoś od ciebie chcą. A najbardziej chcesz po prostu świętego spokoju.

Święty spokój to efekt jasno zakomunikowanych zasad

Problem w tym, że święty spokój nie bierze się z tego, że nic się nie dzieje. On przychodzi wtedy, gdy dzieje się to, na co się zgodziłeś. Gdy relacje w pracy mają jasne zasady. Gdy twoje „nie” nie musi być tłumaczone, a twoje „teraz nie mogę” nie budzi wyrzutów. Ale to nie dzieje się samo. Granice, których nie nazwiesz, nie istnieją. I nikt ich nie uszanuje, jeśli sam nie pokażesz, że są ważne – również dla ciebie.

Pierwszy raz zawsze jest najtrudniejszy – ale zmienia wszystko

Najtrudniejszy moment to ten pierwszy – kiedy musisz zacząć mówić inaczej niż zwykle. Gdy pierwszy raz odpisujesz „możemy porozmawiać jutro po 10:00”, zamiast odpowiadać na wiadomość o 22:45. Gdy mówisz „brzmi ciekawie, ale nie podejmę się tego teraz” i widzisz, jak druga strona robi wielkie oczy, bo przecież zawsze się zgadzałeś. Gdy mówisz „ten komentarz jest nie w porządku” albo „proszę, żebyś nie mówił do mnie w ten sposób” – i sam siebie zaskakujesz, że to w ogóle padło z twoich ust. Ale za każdym razem, kiedy to zrobisz, coś się zmienia. Najpierw w tobie – przestajesz się miotać między spełnianiem oczekiwań a frustracją. Potem w innych – zaczynają traktować cię poważniej. I co najciekawsze: zaczynają też czuć się bezpieczniej. Bo granice, choć czasem są niewygodne, budują poczucie stabilności.

Granice to nie mur. To fundament jasnych relacji

Nie chodzi o to, żeby teraz wprowadzić reżim i co chwilę mówić „nie, bo nie”. Chodzi o to, żeby sam siebie nie sabotować. Żeby nie udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy nie jest. Żeby nie wybuchać po cichu, tylko dlatego, że za długo byłeś cicho. Żeby nie mieć do innych żalu o to, czego im nigdy nie powiedziałeś. W byciu szefem najtrudniejsze nie są decyzje strategiczne, tylko te osobiste. Te, w których musisz zadbać o siebie bez poczucia winy.

Dobry szef nie ogarnia wszystkiego. Dobry szef zna swoje „dość”

Dobrze postawiona granica nie jest ani szorstka, ani niemiła. Jest czytelna. A czytelność w relacjach zawodowych to waluta, która procentuje – spokojem, efektywnością i realnym szacunkiem. Więc jeśli masz wrażenie, że coś ci ucieka, że coś cię drażni, że znowu robisz więcej, niż chcesz – być może nie potrzebujesz lepszej organizacji. Potrzebujesz jednej rozmowy. A potem drugiej. I jeszcze kilku. W których powiesz na głos to, co już od dawna wiesz. Że twoje granice też są ważne. I że dobry szef to nie ten, który zawsze daje radę. Dobry szef to ten, który potrafi powiedzieć „dość” – zanim będzie za późno.

Podobne wpisy